Isuzu D-Max w nowym wydaniu: elektryczny pickup, który nie udaje miejskiego SUV-a
Pickup z prądem brzmi jak oksymoron, bo przez lata „auto do pracy” i „elektryk” stały w dwóch różnych garażach. Isuzu postanowiło jednak zrobić to po swojemu: nie budować lifestyle’owej zabawki, tylko zachować to, za co ludzie lubią D-Maxa — prostą użyteczność, uciąg i teren — i dopiero na to nałożyć napęd elektryczny.
D-Max EV: co to właściwie jest i po co powstał?
Nowy Isuzu D-Max EV został pokazany światu podczas targów NEC Birmingham na Commercial Vehicle Show 2025.
Cel jest dość czytelny: dać flotom i firmom opcję „zeroemisyjną” bez rezygnacji z parametrów, które w pickupie robią różnicę (czyli holowanie, ładowność, napęd 4x4, brodzenie).

Najważniejsze liczby: zasięg, moc, napęd i ładowność
Sercem wersji EV jest bateria 66,9 kWh i dwa silniki (napęd na cztery koła w standardzie). Łącznie daje to 140 kW (ok. 188 KM) i 325 Nm.
Zasięg w cyklu WLTP to około 263 km.
I teraz to, co najbardziej interesuje ludzi kupujących pickupy do roboty: Isuzu deklaruje holowanie do 3,5 t i ładowność ponad 1 tonę.
Do tego są typowo „użytkowe” parametry terenowe, jak 600 mm głębokości brodzenia i sensowne kąty natarcia/zejścia (w materiałach Isuzu pojawiają się konkretne wartości).
Ładowanie i użytkowanie w praktyce
Z punktu widzenia codziennej eksploatacji ważne jest ładowanie:
AC do 11 kW (czyli ładowarka „firmowa” lub wallbox) oraz DC do 50 kW (szybkie ładowanie). Isuzu podaje m.in. około 1 godz. na 20–80% przy DC i około 10 godz. 0–100% przy AC 11 kW.
To nie są kosmiczne wartości jak w osobówkach premium, ale w świecie aut użytkowych często liczy się powtarzalność i przewidywalny proces (nocne ładowanie w bazie, a w trasie doładowanie „w przerwie”).

Kiedy D-Max EV trafi do Europy i na Wyspy?
Produkcja D-Max EV ruszyła w Tajlandii, a Isuzu komunikowało, że wersje na rynek europejski mają trafiać do głównych rynków w Europie w drugiej połowie 2025 roku (logistyka/eksport), a w Wielkiej Brytanii start dostaw jest planowany na luty 2026.
Ważna rzecz: to oznacza, że Isuzu celuje w realne wdrożenie rynkowe, a nie „koncept, który kiedyś może”.
Dlaczego to może być duża sprawa na rynku pickupów?
Bo większość elektrycznych pickupów, które do tej pory przebijały się w Europie, miała zwykle jakiś haczyk: albo były bardziej „rekreacyjne” (mniejszy uciąg), albo miały kompromisy w użytkowości. Isuzu próbuje wejść w niszę „EV, ale dalej narzędzie”.

D-Max w dieslu jest znany z tego, że jest raczej pragmatyczny niż modny. Wersja EV wygląda na kontynuację tej filozofii: ma działać w firmie, w terenie, z przyczepą, bez wrażenia, że ktoś na siłę wkleił baterię do auta z Instagrama.
Jeśli ten plan wypali, D-Max EV może się okazać jednym z pierwszych elektrycznych pickupów, które naprawdę mają sens dla firm — nie tylko jako wizerunkowy gadżet, ale jako normalny samochód do pracy.